Na stronach Fundacji ITAKA, która twierdzi że wyręcza nieudolny organ państwa którym jest policja, gdyż według niej traktuje ona „problem zaginięcia jako mniej ważny od innych”, a także „jest bierna w tych działaniach”
„zaginięcie człowieka jest dla rodziny ekstremalnie trudnym doświadczeniem”, tym bardziej że zdaniem ITAKI policja nie udziela „wsparcia psychologicznego, ani porad prawnych”. Traktuje „problem zaginięcia jako mniej ważny od innych”, „jest bierna w tych działaniach”.Zdaniem Fundacji, wewnętrzne regulacje policji dzielą osoby zaginione na dwie grupy: pierwszej i drugiej kategorii. W „pierwszej umieszczane są zaginięcia dzieci, osób starszych i chorych” , w drugiej zaś „mieszczą się zaginięcia osób dorosłych a nawet ponowne zaginięcia starszych dzieci”. Zarzuca ona policji że tylko „przy pierwszej kategorii policjanci zobowiązani są do podjęcia określonych działań operacyjnych”. Natomiast przy drugiej, policja „ogranicza się jedynie do zarejestrowania zgłoszenia w policyjnej bazie osób zaginionych.” .
Czy zaprezentowana na stronach Fundacji postawa policji państwowej wobec osób zaginionych, i ich rodzin jest prawdziwa?
Czy instytucja pozarządowa musi wyręczać policję w działaniach poszukiwawczych?
Czy Fundacja biorąc na siebie ciężar kompleksowego zajęcia się problemem zaginięcia, nie wyręcza w tym powołanych organów, min. policji?
Czy takie działania są zgodne z prawem, czy nie budzą one wątpliwości co podjętych poszukiwań w sytuacji „uprowadzeń rodzicielskich”?
Na te pytania poszukamy odpowiedzi u źródła, w Komendzie Głównej Policji, oraz w MSWiA.

Zanin rozesłąłem zapytania, próbowałem tę kwestie wyjaśnić w ITACE, w oparciu o dwójkę „wiszących” na jej stronie dzieciakach od dnia 24 września 2011r. Pod „metryczką” znajdował się link -Pomagam w poszukiwaniach - wpłata ON-LINE – który otwierał nam stronę - www.zaginieni.pl/chcesz-pomoc/chce-wesprzec-konkretne-dzialania , na której można wesprzeć konkretne działania. Można wybrać z listy cegiełkę za trzy dychy, co pozwoli nastolatkowi który czmychnął z domu pogrozić palcem, czyli nie pomożesz wcale. Za dwie stówy, zapewnisz pomoc prawną dla rodzica, któremu porwano dziecko, ale za 950 zł, mogłeś już być fundatorem akcji poszukiwawczej zaginionej Moniki, a za kolejne dziewięć i pół stówy, Bartka. Akcja poszukiwawcza, według informacji ITAKI to – przyjecie zgłoszenia potwierdzonego przez policję, rozesłanie fotografii i podstawowych danych zaginionego, utrzymywanie kontaktu z rodziną zaginionego, współpraca z policją, z mediami.

Właśnie o tych zbiórkach, ich celach, chciałem zasięgnąć „języka” u osoby odpowiedzialnej za ten projekt.
O pierwszym telefonicznym kontakcie z ITAKĄ, wspominałem we wcześniejszych wpisach. Zgłosiłem odnalezienie dzieci w ubiegłą niedzielę, co prócz telefonu, zobligowało mnie do napisania na adres biuro@zaginieni.pl, listu o treści - „nawiązując do rozmowy telefonicznej,/w godzinach przedpołudniowych/ informuję w dniu dzisiejszym miałem w bezpośredni kontakt z dwójką, poszukiwanych przez was dzieci, Monika i Bartkiem Kotulskimi. Dzieciaki przebywają pod opieka taty, czuja się dobrze. Na stałe zamieszkują w miejscowości Zwardoń 117 - 34 373 Zwardoń. O miejscu stałego pobytu dzieci doskonale wiedzą służby kuratorsko sądowe, oraz miejscowy posterunek policji w Rajczy. Dzieci na co dzień uczęszczają do miejscowej szkoły i przedszkola. Jak wynika z dokumentów sądowych, ojciec Witold Kotulski posiada pełnie władzy rodzicielskie, w związku z tym nie możne być mowy o zaginięciu czy też porwaniu Bartka i Moniki. Dzieci nie są poszukiwane przez Policję, nie znajdują się w bazie danych osób zaginionych, czy też poszukiwanych.
Zgodnie z informacjąpodkom. Jacka Pytlaz Komendy Miejskiej Policji w Katowicach, który w sposób zdecydowany zaprzeczył informacji, że prowadzone są przez policję poszukiwania Bartka i Moniki.
W związku z tym zwracam się w oparciu o prawo prasowe do udzielenia mi odpowiedzi na poniższe pytania
1. na mocy jakich przepisów prawa prowadzicie poszukiwania dzieci które nie zaginęły?
2. czy w związku z prowadzonymi przez Was poszukiwaniami, nie macie poczucia manipulowania społeczeństwem?
3. czy uprawianie przez Państwa, nie mającego uzasadnienia prawnego działania w sprawie Bartka i Moniki K., uważacie za społecznie uzasadnione?
4. czy stygmatyzacja dwójki dzieciaków znajdujących się na stronach zaginionych, jest zgodna z ich prawami do prywatności?
Proszę o niezwłoczne nadesłanie odpowiedzi na adres poczty elektronicznej nadawcy. Z wyrazami szacunku Andrzej Słonawski /w załączeniu fotografie z dzisiejszego spotkania z dziećmi/

Odpowiedz nadeszła rzeczywiście niezwłocznie, czyli w dniu tzw. „roboczym” w poniedziałek. Autorem odpowiedzi była pani Joanna Gogolińska Szef Zespołu PR i Fundraisingu, która napisała ; „Szanowny Panie, w nawiązaniu do Pana pytań informuję, że Fundacja ITAKA Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych prowadzi poszukiwania wyłącznie tych osób zaginionych, których zaginięcie zostało zgłoszone na Policję. Działania Fundacji ITAKA są realizowane po zgłoszeniu zaginięcia do Fundacji ITAKA przez osobę uprawnioną - w tym przypadku - matkę i uzyskaniu potwierdzenia zgłoszenia zaginięcia na Policji. Informacje o miejscu pobytu dzieci, które zawarł Pan w poniższym mailu, przekażemy niezwłocznie Policji. Z wyrazami szacunku, Joanna Gogolińska
Trochę ten tekst listu mnie zaniepokoił, a zwłaszcza ten akapit „Informacje o miejscu pobytu dzieci, które zawarł Pan w poniższym mailu, przekażemy niezwłocznie Policji”, jako że w rozmowie telefonicznej w niedzielę, wyraźnie powiedziałem, ze mam w tej chwili kontakt z dzieciakami, ze obecnie z nimi przebywam. Zaznaczyłem że "za chwilę znów mogą zginać".
W niedzielę potraktowałem sugestie pani wolontariuszki, żebym w tej sprawie zadzwonił w poniedziałek, jako żart. Okazało się że nie, to była prawda. Przyjmująca telefon ze zgłoszeniem nie miała kompetencji aby uruchomić procedury. Nie wierząc w działania instytucji pozarządowych, utrzymujących się z ludzkiego nieszczęścia, niezwłocznie, zaraz po rozmowie z wolontariuszką, zadzwoniłem na policję, aby tam uzyskać pomoc. Obdzwoniłem cztery Komendy i Posterunek Policji. Po sprawdzeniu i konsultacjach pomiędzy różnymi Komendami, policjancji oznajmili mi że „ DZIECI NIE SĄ POSZUKIWANE!!!”
Ten list pani Szefowej Zespołu PR i Fundraisingu, jedynej godnej zaufania instytucji pozarządowej, organizującej akcje za pieniądze ludzi nieobojętnych na tragedie ludzkie, sprawił że postanowiłem dopytać panią Joannę Gogolińską, o interesujące mnie sprawy. Więc napisałem : „Szanowna Pani, w związku z ogromnymi wątpliwościami, absolutnej niewiedzy organów policji o zaginięciu tych dzieci, chciałbym umówić się z Panią na spotkanie w celu przeprowadzenia rozmowy przed kamerą. Przed rozmową zapoznam panią z zarejestrowanymi rozmowami z policjantami, które nie potwierdzają faktów przedstawionych przez Panią. Dzieci były jedynie w sferze zainteresowania policji, do ustalenia im miejsca pobytu, a czynności zostały wykonane z sukcesem. Policji wiadome jest gdzie i z kim dzieci przebywają, oraz gdzie zamieszkują. Tą wiedzę posiada również matka Bartka i Moniki, p. Magda K. Ponadto interesuje mnie sprawa udzielania pomocy w podobnych sprawach - psycholog, mediator, czy też ich zespół mogący pomóc w podobnych sprawach, a może i w tej konkretnej. Proszę o podanie adresu gdzie przed kamerą o tym porozmawiamy. Na waszej stronie jesteście anonimowi z adresu siedziby. z wyrazami szacunku, Andrzej Słonawski"
Dla instytucji, która działa jawnie, nie naginając prawa uważałem że bez problemów uzyskam informacje rozwiewające wątpliwości, ale odpowiedz je tylko pogłębiła. Odpowiedz brzmiała „Szanowny Panie, nie będziemy się wypowiadać w tej sprawie. Fundacja ITAKA nie komentuje w mediach swoich działań dotyczących konkretnych spraw. Z wyrazami szacunku Joanna Gogolińska”
Dla mnie, jest oczywiste, że sprawa poszukiwań przez ITAKĘ, dzieciaków jest mocno „wątpliwa'. Policja w swojej bazie ich nie posiada, rzecznik prasowy komendy Miejskiej Policji w Katowicach informuje, że nie są żadne działania poszukiwawcze prowadzone, że policjancji znają los dzieciaków i wie gdzie zamieszkują. W Rajczy, Komisariacie właściwym miejscu zamieszkania dzieci, dowiadujemy się że doskonale znają dzieci i wiedzą o nich wszystko.
Nie rozumiem dlaczego pani Joanna nie zechciała z nami porozmawiać?. Dlaczego odrzuciła możliwość wyjaśnienia wątpliwości?
Nie dałem za wygraną, gdyż po pierwsze, to właśnie ITAKA, przyjęła zgłoszenie jak pisze pani Joanna, od „osoby uprawnionej - w tym przypadku - matki i uzyskaniu potwierdzenia zgłoszenia zaginięcia na Policji” , pomijając fakt iż ojciec zawiadomił, jako osoba również uprawniona, że porwanie, czy też uprowadzenie nie miało miejsca, ale to właśnie policja potwierdziła, że dzieci nie były poszukiwane. Jedyny przypadek podjętej przez policję czynności, to na wniosek kuratora rodzinnego, policja musiał oficjalnie podjąć postępowanie w celu ustalenia miejsca ich pobytu. Ale nigdy nie były poszukiwane !!!. No i druga moja wątpliwość co do zaangażowania i bezstronności, oraz transparentności działań Itaki - „ITAKA nie komentuje w mediach swoich działań dotyczących konkretnych spraw”, to stanowisko mnie zaskoczyło, nie komentują, nie udzielają informacji na temat konkretnej sprawy, a 16 lutego o godz. 11.00 organizują publiczny pokaz reportażu „Odzyskać dzieci”- Łukasza Kowalskiego. Zaprezentowany pomimo zastrzeżeń opiekuna prawnego Witka Kotulskiego, emisji reportażu na antenie TVP 2.
Te wątpliwości chciałem rozwiać, nie upierałem się na rozmowę w konkretnej sprawie, chciałem poznać inne moim zdaniem dziwne praktyki, powody zarzutów stawianych policji, zaangażowania społecznego w „akcje poszukiwawcze”, ich kosztów, ilości kliknięć na 950 zł. przy sprawach medialnych, wielokrotnie nagłaśnianych, jako że na stronie Informacje dodatkowe Fundacja ITAKA troszcząc się o rzetelny poziom publikacji z uwzględnieniem specyfiki problemu, który chciałem poruszyć, obiecany miałem mieć kontakt ze specjalistą ITAKI. Zachęcano minie ponadto do także do stałej współpracy poprzez publikację cyklicznej rubryki w gazecie lub portalu internetowym. Ponadto spełniłem awansem oczekiwania Fundacji, gdyż w moim materiale zawarłem zdjęcie osoby poszukiwanej pobrane ze strony ITAKI, dla równowagi z wypowiedzią drugiego uprawnionego – ojca dzieciaków. Nie zrozumiałem tylko dlaczego ten kodeks etyczny wybiórczo jest stosowany. Oficjalnie Fundacja podaje do publicznej wiadomości jedynie wiek, rysopis oraz datę zaginięcia i fotografię poszukiwanego, jednak w pokazanym na konferencji reportażu „Odzyskać dzieci” - Łukasza Kowalskiego, etyka została złamana. Napisałem więc kolejny list, krótki - "Zależy mi także na rozmowie na temat ogólnych zasad i procedur w poszukiwaniach dzieci, w tzw. porwaniach rodzicielskich. Takie spotkanie wiele by wyjaśniło. Czy zechciała by Pani jutro porozmawiać telefonicznie?" - ten mail, pozostał bez odpowiedzi. Chciałem dopytać o prawie 1.000.000 budżet (zaginieni.pl/files/doc/2010_raport_streszczenie.pdf), Fundacji ITAKA , pozwalający na „wyręczanie” policji w profesjonalizmie działań poszukiwawczych. Odpowiedzi już nie otrzymałem, p. Joanna zamilkła. Jednak upór zadziałał !!!; pisząc tę notkę 20 lutego, zauważyłem że wizerunek Bartka zniknął ze strony, o godz. 20.02, „wisiała” jeszcze Monika.

21.02.2012 r. o godz. 7.55 strona http://zaginieni.pl/aktualnosci/poszukiwania , informuje o zakończeniu poszukiwań Bartka i Moniki K.

Już w czwartek premier odebrał od minister sportu Joanny Muchy jak na potomka niemieckiej mniejszości przystało, meldunek o osiągnięciu gotowości operacyjnej. „Ordnung muss sein”
Igrzyska sejmowe już za nami, pozostał tylko żal. Ogromny żal do Solidarności, ale przede wszystkim do nieusportowionej prawicy, która miast biegać, skakać, rzucać obelgami stanęła jako strona przy okupujących
Czy zgodnie z zaleceniem płynącym z listu Świętego Pawła Apostoła do Efezjan ( 6 ,16) „We wszystkim trzymałem się tarczy wiary , którą mógłbym zagasić wszystkie strzały ogniste złego Ducha ? „
Jedną mam tylko nadzieję:
Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.
Inteligentni rodzice mają inteligentne dzieci, które dorosną i szybciutko dojdą prawdy.
Rozczarowanie rodzicem, który manipulował dzieckiem przeciwko drugiemu rodzicowi odczuwane jest przez dorastające, czy dorosłe dziecko bardzo boleśnie - jak najpodlejsza zdrada i reakcja bywa straszna.
Niech Bóg ma te dzieci w swojej opiece.
Inną sprawą - drugorzędną wobec tego dramatu - jest postępowanie instytucji, czy mediów.
Tutaj Itaka, a raczej ludzie tam pracujący pewnie współczują matce, której mąż zabrał dzieci , dziennikarz pewnie też i na dodatek zrobił trzymający w napięciu materiał - więc próbują jej pomóc, a Pan łyka wszystko, co Panu opowiada ojciec - wszelkie wątpliwości i dziwne wytłumaczenia w jego narracji uchodzą Pańskiej uwadze - bo zafiksował się pan na konkretne tezy.
- jasne, to zrozumiałe. większość to kobiety, Jednak mogą to robić w zaciszu domowym w rozmowie ze swoim mężem, partnerem, w domowych pieleszach. Jeśli zdobędziemy dowody, że działali bez wymaganego potwierdzenia z policji o zaginięciu, potwierdzali nieprawdę.
"zrobił trzymający w napięciu materiał"
- w tak delikatnej materii, powinien jednak być rzetelny, a nie sensacyjny.
"łyka wszystko, co Panu opowiada ojciec - wszelkie wątpliwości i dziwne wytłumaczenia "
- widocznie mam większą wiedzę, a może "aktualniejszą niż Pani, ale wymaga ona sprawdzenia. Dla mnie tzw. "języczkiem u wagi" będzie jutrzejsza rozprawa, o rzekome pobicie teściowej. Całe szczęście ze sąd dysponuje ekspertyzami i materiałem dowodowym, świadczącym o tym że słyszane w reportażu i zilustrowane zdjęciem "skrwawionej teściowej " zajście było wyreżyserowane.
Mam nadzieję że autor Łukasz Kowalski, też ten proces zarejestruje.
Inteligentni rodzice mają inteligentne dzieci, które dorosną i szybciutko dojdą prawdy.
... który manipulował dzieckiem przeciwko drugiemu rodzicowi odczuwane jest przez dorastające, czy dorosłe dziecko bardzo boleśnie - jak najpodlejsza zdrada i reakcja bywa straszna." - Tak, bezsprzecznie. Nawet więcej, starszy już dziesięcioletni chłopczyk, moim zdaniem już potrafi osądzić gdzie i kto jest jego sprzymierzeńcem, po której stronie leży "jego dobro". Dziewczynka, nie ocenia jeszcze rodziców. Ona wie że jest jej dobrze z tatą, że ma kontakt z bratem, ale zaciera się jej obraz małego Tomka, widziała go przed dwoma laty, będąc sama malutka. Mama kojarzy się im jako agresor, wnoszący do ich życia zamęt, obawę, paniczny strach. Nie przed nią samą, ale przed narzędziami jełkie ona używa. Taka jest na dziś prawda o związkach przyczynowo - skutkowych wzajemnych relacji "dzieci - mama". Obecny w trakcie kilkugodzinnego spotkania psycholog kliniczny-biegły sądowy, wskazał na wiele wątpliwych wniosków w tzw. opinii przebiegłych RODK, którzy nie będąc biegłymi sądowymi nie podlegają odpowiedzialności wynikającej z prawa. Podpisany pod opinią psychiatra, ten który podlega odpowiedzialności wynikającej z ustawy o zdrowi psychicznym i zawodzie lekarza, jest "wiarygodny" - choć jest specjalistą psychiatrii dziecięcej. A "psycholodzy" - no, cóż nawet pieczątki im zafundowali - "psycholog ROD K". Nie budzi to zaufania. Zwłaszcza Ośrodka w Katowicach !!! -
Jak to wygląda, sprawa bardzo medialna. Osobiście znam tatę, pozostawię jednak relację mediom - "Przeprowadzę z panią wywiad, a następnie porozmawiam z dzieckiem – deklaruje specjalistka. – A potem powiem, co robić, krok po kroku, by sprawą szybko zainteresowała się prokuratura. Później znów się spotkamy, bo prokurator każe mi dziecko jeszcze raz, dokładniej przebadać, a sąd powoła mnie na biegłą – tłumaczy."
Pana Jacka też znam !
"– A ty byś mi powiedziała, jakby tatuś się rozbierał przy tobie? I pokazywał ci siusiaka?
– (…) A ty widziałaś gołego faceta?
– A wiesz co? Ale ty tego tatę miałaś gołego narysować. Bluzkę mu narysowałaś, ale bez spodni zrób.
– Powiesz mi, czy ten tato pokazywał ci swojego siusiaka, czy nie powiesz? Pokazywał ci czy nie?
Sąd wydał wyrok na Ch., opierając się przede wszystkim na rozmowie psychologa z dzieckiem i jego opinii jako biegłego. W ogóle za to nie wziął pod uwagę jednoznacznych ekspertyz trzech innych specjalistów, które wykluczały u Jacka Ch. jakiekolwiek skłonności pedofilskie. Nie uznał też ekspertyzy, która wykazywała, że rozmowa psychologa z córką terapeuty była niczym więcej jak grubą psychomanipulacją.
Piekło ojców wygląda zwykle tak samo: najpierw kłopoty małżeńskie, potem oskarżenie, areszt, utrata kontaktu z dzieckiem, w końcu ciągnący się latami proces karny, w którym najważniejszym dowodem są zeznania dziecka"
- http://polki.pl/zdrowie_i_psychologia_psychologia_artykul,10012701.html
Więc nawet się dziwię że w tej sprawie "pomocnicy" nie sięgnęli do tego wątku. Ale to byłaby karkołomna konstrukcji - dzieci są przy ojcu, więc jak to zrobić ?. No może wtedy kiedy się je siłą odbierze i podda "badaniom"?
chodzi o łatwą kasę.
§ 27
Członkowie Zarządu nie otrzymują wynagrodzenia z tytułu członkostwa w Zarządzie. Jednakże mogą
otrzymywać wynagrodzenie za pracę w realizacji konkretnego programu Fundacji.
§ 30
1. Majątek Fundacji stanowi fundusz założycielski, na który składa się wkład pieniężny przekazany przez Fundatorów w kwocie 4000 złotych (cztery tysiące złotych). Każdy z Fundatorów przekaże na fundusz założycielski kwotę 800 (osiemset złotych).
http://zaginieni.pl/files/ITAKA-statut.pdf
Na pewno też.
Widzi Pan całą sprawę jednak tylko ze strony ojca - skrzywdzonego, według Pana.
To, że Pan go osobiście zna, to tylko zaciemnia Panu obraz i nic poza tym.
Gwarantuję Panu, że nie ma Pan kompletnie pojęcia o tym, jaki ten człowiek jest w czterech ścianach swojego domu, jako mąż.
Domowy sadysta, to człowiek na zewnątrz bardzo miły najczęściej - kulturalny, grzeczny.
Pisze Pan, że został z domu wyrzucony.
A to można już wyrzucić z domu jego właściciela? Od kiedy zmieniło się prawo w tym zakresie?
No i z jakiego powodu?
Dla mnie liczą się fakty.
A są one takie, że ojciec zabrał dzieci, łamiąc "na rympał" postanowienie sądu i odizolował je od matki na kilka miesięcy, jak się zorientowałam. W opiece nad tymi dziećmi pomagają mu jego rodzice, którzy do matki też, zdaje się, pozytywnie nastawieni nie są.
Trójka dorosłych i inteligentnych ludzi pracuje nad dwoma maluchami - dzień w dzień - znają ich upodobania, znają ich lęki, albo inaczej: czułe punkty(no dobra: to już nie jest fakt, to moje przypuszczenie)
Kolejny fakt, to chęć sprzedaży mieszkania, w którym mieszka matka z jeszcze jednym dzieckiem - będzie trudno ją z tego mieszkania wyrzucić, póki to dziecko jest z nią.
Z rozbawieniem słuchałam "tatusia", który ubolewał, że żona nie chce mu nawet nie chce pokazać najmłodszego synka.
Pewnie - gdyby pokazała, to sama by i to dziecko zobaczyła ostatni raz w swoim życiu - to już jej mąż udowodnił, że potrafi.
Dobrze by było i to dziecko zabrać jakoś - wtedy sprawa będzie prosta, prawda?
Ubolewa Pan, że ITAKA stała się stroną w tym konflikcie, że o dziennikarzu-reportażyście nie wspomnę.
A Pan?
Nie stał się Pan stroną i czy Pańskie artykuły nie są jednostronne w ocenie?
A ja powiem Panu tak: tu jest dwoje małżonków, którzy się nawzajem wykrwawiają i jako narzędzi używają do tego swoich dzieci.
I nie ma niewinnych.
Zaczęło się pewnie niewinnie, a teraz to już są zapasy, do których wciągane są instytucje i kto tylko się da.
Ofiary są trzy: małe dzieci.
W poprzednim poście ktoś napisał, że są już takie rozwiązania prawne, które pozwalają karać rodziców finansowo na rzecz drugiego małżonka za utrudnianie kontaktów z dziećmi.
W tym przypadku jest to najlepsze rozwiązanie.
I kary powinny być stosowne do stanu majątkowego winowajcy.
---
To ciekawe, bowiem ostatnio słyszałem rozmowę między sędzią a prawnikiem o jakości i rzetelności opinii w poszczególnych ośrodkach RODK. Zastanawiano się między Katowicami a Zakopanem. Dziś wiem, że ten w Zakopanem jest kiepski, ale i tak lepszy niż ten w Krakowie.
Tak się zastanawiam po co była ta wymiana zdań na sali sądowej...
1) Matka robi aferę z zemsty, żeby oczernić ojca. Czy wierzy, że takim postępowaniem "odzyska" dzieci?
2) ITAKA zbija kapitał na zmanipulowanej tragedii, organizując konferencje na podstawie zmanipulowanego zamieszania.
3) Magazyn Ekspressu Reporterów ma materiał, oglądalność i promocję poprzez konferencję ITAKI
4) Ojciec i dzieci musiał się ugiąć i wdać kolejną "wojnę" tym razem medialną w obronie wizerunku dzieci i swojego. Nic na tym nie zyskuje, można go podziwiać za odwagę i siły. Przeciwstawia się manipulacji.
A są one takie, że ojciec zabrał dzieci, łamiąc "na rympał" postanowienie sądu i odizolował je od matki na kilka miesięcy, jak się zorientowałam."
Od pewnego czasu obserwuję całą sprawę i w jednym z odcinków Expresu Reporterów "jak wół" stało, że ojciec miał pieczę nad dziećmi. Problem się zaczął gdy Pani Magda chciała je na siłę zabrać. Myślę, że metody zaprezentowane w tym przypadku nie są zbyt wyszukane.
Nikt nie chciałby być zabierany na siłę. Absolutnie nikt, a dzieci to przecież ludzie. Skoro chodzą do szkoły, to nie są już takie małe i zapewne mają swój mały świat, swoich kolegów, koleżanki, przyjaciół, itd. Może należałoby zagadnąć dzieci, co o tym sądzą?
"Z rozbawieniem słuchałam "tatusia", który ubolewał, że żona nie chce mu nawet nie chce pokazać najmłodszego synka." - często słyszę o takich sytuacjach. Nie rozumiem jak można się tym bawić! O zgrozo! Toż to ludzkie nieszczęście, zarówno jeśli chodzi o tego maluszka, jak i jego ojca, o matce nie wspominając. Przecież ta kobieta sama siebie skazuje na to, że synek się z nią kiedyś policzy... przytoczę "Ballada o Januszku".
Myślę, że najlepiej by było, gdyby tych ludzi zamknięto w czterech ścianach razem z ich dziećmi na jakiś czas, bez żadnych doradców, którzy w żadnym razie nie pomagają, a wręcz szkodzą! Sądy, TV, itp. nic nie załątwią za nich. To oni powinni się dogadać ze sobą w interesie ich dzieci!
A kto płaci za te siłowe odebrania? Było ich już chyba 7 (z reportażu).
----
A jak nazwać odczucie, gdy się słucha naciąganej("co widać gołym okiem") wersji rodzica na temat konfliktu, którego sam jest czynnym uczestnikiem?
Jest w języku polskim słowo, które to opisze?
Jestem w stanie zrozumieć, że matka boi się że ojciec porwie najmłodsze dziecko i go nie zobaczy. Jestem również w stanie zrozumieć, że ojciec boi się o uprowadzenie starszej dwójki. Jestem w stanie zrozumieć, że tych dwoje ludzi dzieli taki antagonizm, że nie są w stanie się ze sobą porozumieć.
Nie jestem w stanie zrozumieć bezczynności sądu! Sąd naprawdę może dużo, jeżeli tylko chce. Może nakazać/zakazać itd. Jeżeli pan/i nie będzie dawać dziecka, to odbieramy panu/i pieczę nad dzieckiem, gdyż brak kontaktów dziecka z drugim rodzicem stoi w sprzeczności z dobrem dziecka.
Nie śmiem oceniać tych dwojga ludzi, bo nie wiem gdzie leży prawda. Ale na sądzie już suchej nitki nie zostawię. Dlaczego ta sprawa toczy się od kilku lat? Co jest w niej takiego skomplikowanego? Dlaczego nie można wyegzekwować postanowień sądu? Po co więc są sądy? Żeby każdy mógł je lekceważyć?
-----
Ja też.
Wierzę, że każdy z tutejszych blogerów, czytający Twoje apele - jeśli będzie mógł, to pomoże.
Ja, w każdym razie na pewno - w miarę moich możliwości, jeszcze w tym miesiącu i w następnych.
Staram się też namawiać do tego moich znajomych.
Co mogę zrobić więcej?
Przeglądając stronę ITAKI można zauważyć coś dziwnego!
Zresztą sami zobaczcie i porównajcie sobie to co zobaczycie:
1. Dzieci nikt nie szuka: http://zaginieni.pl/aktualnosci/poszukiwania
2. Zaginęła Monika: http://zaginieni.pl/baza-danych-osob-zaginionych?id_o=5373031313130323
3. Jej brata nie szukają??? Dlaczego zdjęto jego zdjęcie? Na jakiej podstawie? I dlaczego teraz?
4. Dlaczego poszukują Bartka K. i Moniki K., a pod spodem "informacja nieaktualna"? To poszukują, czy nie?
5. Podobno dzieci przebywają z ojcem?
6. Najważniejsze! Czy ITAKA działa zgodnie z prawem, czy kieruje się własnymi zasadami, które z prawem nie mają nic wspólnego?
"Sędzia Iwona Konopka podając więc nazwisko osoby, która wskazała Jacka T. jako podpalacza, mogła narazić ją na nieprzyjemności ze strony podejrzanego.
Co więcej, na policji przeprowadzono okazanie za tzw. lustrem weneckim, czyli zadbano, by podpalacz nie poznał osoby, która go rozpoznała. Sędzia jednak udaremniła te starania.
Świadek nie dostał ochrony."
http://polskalokalna.pl/wiadomosci/mazowieckie/news/skandal-w-warszawskim-sadzie,1763420
Więcej informacji pod linkiem:
http://www.brpd.gov.pl/detail.php?recid=1835
Dzieci giną, pomimo że wszyscy wkoło posiadają widzę gdzie one są. Oskarżają się rodzice nawzajem o przemoc, napaści, porwania, których nie było. Pracują na potrzeby tej wojny całe rzesze policjantów, prokuratorów, sędziów i kuratorów.
Dzieci to obserwują i cierpią.
Boją się każdego kolejnego dnia.
Żyją w obawie i strachu.
„ … umówić się z żoną p. Witolda, aby mieć obraz całościowy. Prawda zawsze leży pośrodku.” - zabiegałem o to kilkakrotnie. Osobiście w SR Katowice i poprzez znajomą p. Magdy. Bez efektu.
W Sądzie, pani Magda odmówiła, kierując się postawą swojej pełnomocniczki, która stwierdziła że wyłączność posiada Łukasz Kowalski. Poprzez znajomą p. Magdy, próbowałem doprowadzić do spotkania się rodziców i omówienia problemu.
Może przy pomocy Twojej "ewomario", mógłbym spotkanie umówić. Chętnie się spotkam z p. Magdą. Wierzę że jesteś w stanie do tego doprowadzić.
„Dziwię się że dał się Pan w to wciągnąć” - taa, rzeczywiście. Wiem jednak to, że nie tylko ja. Ale trzeba być strasznym draniem, człowiekiem wyzbytym ze wszelkich uczuć, aby przejść obojętnie nad losem chłopca i dziewczynki. Jestem po stronie dzieci.